Jeżeli zauważyliście, że w ostatnich dniach przeglądanie stron internetowych odbywa się podejrzanie wolniej niż wcześniej, to mamy dla Was dwie informacje.


Pierwsza jest taka, że nie jesteście sami. Podobne problemy dokuczają innym serwisom, a skutki odczuwają wszyscy internauci na całym świecie. Nie jest to zatem wina tego czy innego dostawcy usług lub operatora. Wydzwanianie do niego i lamentowanie, że trzeba dłużej czekać na załadowanie się stron internetowych, nic nie zmieni. Dlaczego? Znacznie ważniejsza jest druga informacja.


Jak donoszą agencje i media, między innymi BBC, cały Internet (jako sieć) jest w ostatnich dniach zwyczajnie "zamulony". Powodem jest nieustanny atak Denial of Service na serwery DNS, należące do Spamhausa. Ta organizacja typu non-profit jest ofiarą ataku już od ponad tygodnia. Jej szef, Steve Linford twierdzi, że serwery DNS są atakowane z nasileniem sięgającym aż 300 Gb na sekundę. Co prawda serwery organizacji Spamhaus dają sobie z nimi radę i utrzymują się przy pracy, to jednak ataki spowalniają ruch w całej sieci Internet.


Organizacja Spamhaus między innymi przechowuje i udostępnia "czarne listy" adresów, z których rozsyłany jest masowo spam. Jej celem jest blokowanie przepływu spamu w Internecie. Niedawno Spamhaus do swoich list dodał holenderską firmę, usługodawcę internetowego, CyberBunker, która według organizacji współpracuje z grupami przestępczymi z Europy Wschodniej oraz Rosji. Celem tej współpracy są właśnie ataki typu Denial of Service.


Osoba reprezentująca CyberBunkera powiedziała mediom, że Spamhaus uniemożliwił działanie ich usług, ale jednocześnie nie odniósł się do zarzutów o udział w przeprowadzaniu wspomnianych już ataków.


Eksperci twierdzą, że to największy tego typu atak w historii Internetu. Do ataków, uznawanych za zmasowane, na instytucje bankowe z reguły dochodzi do zapychania serwerów danymi z natężeniem około 50 Gb/s. W tym przypadku mamy do czynienia z wartościami nawet sześciokrotnie większymi. Spamhaus z obecnie przeprowadzanym atakiem radzi sobie przede wszystkim dzięki temu, że ma zdecentralizowaną sieć 80 serwerów i tylko to pozwala je utrzymać "na linii". Atakujący celując więc w Spamauhsa tak naprawdę uderzają w infrastruktury sieciowe w wielu krajach, na całym globie.


Obecnie nie wiadomo, kiedy atak może się zakończyć. Do tego czasu trzeba się liczyć z tym, że Internet może zostać spowolniony nawet jeszcze mocniej. Tak potężny atak z pewnością musi budzić obawy. Szef organizacji Spamhaus przekonuje, że gdyby dokładnie takie działanie wymierzono w instytucje rządowe, to ich sieci upadłyby błyskawicznie.



Google uruchamia publiczny serwer DNS

Sieciowi inżynierowie Google są pewni – bez szybkiego DNS-u nie będzie szybkiej Sieci. Przeciętny użytkownik dziennie wykonuje setki zapytań do resolwerów, złożone strony wymagają wielu odwołań, zanim zostaną załadowane. Szybsza infrastruktura DNS ma pomóc każdemu internaucie.


W celu przyśpieszenia zapytań zaimplementowano wstępne pobieranie (prefetching). Zanim wygaśnie czas życia rekordu DNS, jest dla wielu popularnych domen regularnie, asynchronicznie i niezależnie od żądań użytkowników odświeżany. Dzięki temu Google Public DNS jest w stanie obsłużyć wiele żądań w czasie podróży pakietu tam i z powrotem.


Publiczny DNS nie korzysta z rozszerzeń bezpieczeństwa DNSSEC, ale utrudnia podrobienie odpowiedzi, poprzez randomizację i włączanie do pakietów dodatkowych danych.


Google podkreśla też, że publiczna usługa zachowuje się dokładnie tak, jak można tego oczekiwać od serwera DNS – nie wprowadza ona żadnych przekierowań, blokowania czy filtrów. Wszystko jest w pełni dostępne.


Aby wypróbować usługę DNS od Google, należy ustawić następujące adresy serwerów nazw na 8.8.8.8 (podstawowy) i 8.8.4.4 (zapasowy). Szczegółowe informacje dotyczące ustawień połączenia internetowego znaleźć można na stronach Google DNS


Więcej informacji na temat wolnego działania Internetu znaleźć można także na stronach BBC News czy TVN24


Źródło: BBC, TVN24, PClab